
Plany budowy kolejki wąskotorowej na trasie Osoblaha-Racławice Śląskie nigdy wcześniej nie były tak realne i tak bliskie realizacji jak dziś. Jeszcze kilka lat temu wiele osób traktowało ten pomysł jak lokalną fantazję, romantyczne marzenie miłośników kolei lub nierealny projekt dla garstki pasjonatów. Tymczasem sytuacja zmienia się na naszych oczach. Coraz więcej elementów zaczyna układać się w logiczną całość, a to, co przez lata wydawało się niemożliwe, zaczyna wychodzić z etapu rozmów i wizji.
Jeżeli projekt uda się zrealizować, powstanie atrakcja absolutnie wyjątkowa - prawdopodobnie jedyna taka w Europie, a być może nawet na świecie. Międzynarodowa turystyczna kolejka wąskotorowa łącząca Czechy i Polskę, powiązana historycznie oraz infrastrukturalnie z Magistralą Podsudecką, miałaby ogromny potencjał turystyczny, historyczny i gospodarczy. To nie byłaby zwykła lokalna atrakcja. To byłby projekt zdolny wypromować całe pogranicze.
Żyjemy jednak w bardzo dziwnych czasach. W czasach niewiary. Nie wierzymy politykom. Nie wierzymy obietnicom. Nie wierzymy, że na peryferiach może wydarzyć się coś wielkiego. Nie wierzymy, że da się odbudować kolej, uratować zabytek techniki czy przyciągnąć turystów tam, gdzie przez dziesięciolecia wmawiano ludziom, że nic się nie opłaca. Paradoksalnie dużo łatwiej wierzymy dziś w katastrofy, kryzysy, upadek i negatywne informacje niż w sukces oraz rozwój.
I właśnie ten problem doskonale widać na przykładzie ziemi głubczyckiej.
Kilka dni temu rozmawiałem z mieszkańcami Głubczyc o rozpoczętej wycince krzewów na linii kolejowej Racławice Śląskie-Głubczyce. Prace postępują powoli, wręcz ślimaczym tempem, ale mimo wszystko idą do przodu. Po wielu latach całkowitego marazmu dzieje się cokolwiek. I właśnie wtedy usłyszałem coś, co bardzo mnie zastanowiło.
Moi rozmówcy niemal natychmiast zaczęli szukać argumentów potwierdzających, że projekt się nie uda. Nie pytali, kiedy pojedzie pierwszy pociąg. Nie zastanawiali się, jakie szanse rozwoju może przynieść reaktywacja kolei. Szukali powodów, dla których na pewno się nie uda.
Nie da się wyremontować mostu nad Osobłogą.
To będzie za drogie.
Nikt nie da na to pieniędzy.
Ta kolej już nigdy nie wróci.
Ponieważ przez ponad dwadzieścia lat mieszkańcom tego regionu wmawiano, że ich linie kolejowe są niepotrzebne, nierentowne, zbyt drogie i bez znaczenia. Przez lata politycy, urzędnicy i część mediów powtarzali, że remont kolei w powiecie głubczyckim się nie opłaca. Ludzie słyszeli to tak długo, aż sami zaczęli w to wierzyć.
Dziś zbieramy efekty tej wieloletniej narracji.
To nie jest już tylko problem infrastruktury kolejowej. To problem psychologiczny i społeczny. W pewnym sensie wmówiono mieszkańcom, że są regionem gorszym, mniej ważnym, mniej perspektywicznym. Że na Dolnym Śląsku można odbudowywać linie kolejowe ekspresowo, organizować wielkie inwestycje i chwalić się sukcesami, ale tutaj każda złotówka wydana na kolej ma być traktowana jak przesada albo fanaberia.
I właśnie dlatego mieszkańcy innych regionów cieszą się z powrotu kolei, a tutaj część ludzi wręcz boi się uwierzyć, że coś może się udać.
To bardzo smutne zjawisko.
Bo prawda jest zupełnie inna. Koszty remontów torów, mostów czy infrastruktury są podobne w całym kraju. Różnica polega przede wszystkim na determinacji, podejściu władz i atmosferze społecznej wokół projektu. Tam, gdzie mieszkańcom przez lata powtarzano, że kolej jest przyszłością - ludzie dziś wspierają inwestycje. Tam, gdzie przez lata mówiono, że kolej to problem - społeczeństwo zaczęło bać się własnych marzeń.
Dokładnie z tego samego powodu temat przedłużenia kolejki wąskotorowej z Osoblahy do Racławic Śląskich, mimo że dziś jest bardziej realny niż kiedykolwiek wcześniej, nadal spotyka się z ogromną falą niedowierzania.
A przecież jeszcze kilka lat temu mało kto wierzył, że na trasie Racławice Śląskie-Głubczyce znów rozpoczną się jakiekolwiek prace przy torach. Dziś krzewy są wycinane, temat kolei wraca do debaty publicznej, a po obu stronach granicy coraz częściej mówi się o potencjale turystycznym regionu.
Historia pokazuje, że największe projekty często zaczynały się właśnie od marzeń, które większość ludzi uważała za niemożliwe.
Teraz wróćmy do prawdziwego clue całej sprawy, czyli projektu przedłużenia kolejki wąskotorowej Třemešná ve Slezsku - Osoblaha do Racławic Śląskich. To właśnie ten pomysł może całkowicie zmienić przyszłość pogranicza i sprawić, że o Racławicach Śląskich, Osobłodze oraz całym regionie zacznie mówić się daleko poza granicami Polski i Czech.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że idea połączenia Osoblahy z Racławicami Śląskimi pojawiła się już ponad sto lat temu. Już w czasach monarchii austro-węgierskiej dostrzegano ogromny potencjał takiego połączenia. Przez około trzy dekady trwały rozmowy, analizy i negocjacje związane z budową tej linii. Ostatecznie projekt nie został zrealizowany, głównie z powodów politycznych oraz sporów administracyjnych wewnątrz monarchii. Historia tych wydarzeń została szeroko opisana w mojej książce, dlatego nie będę tutaj przytaczał wszystkich szczegółów.

Warto jednak podkreślić jedno: ten projekt od samego początku miał bardzo silne uzasadnienie gospodarcze.
Potężna spółka cukrownicza posiadała swoje zakłady zarówno w Głogówku, jak i w Osobłodze - bo tak po polsku mówi się na Osoblahę, choć nazwa ta może być mylona z rzeką Osobłogą. Połączenie kolejowe miało usprawnić transport produktów, surowców oraz ludzi. Już wtedy rozumiano, że pogranicze nie może funkcjonować w izolacji i że rozwój regionu wymaga dobrej komunikacji.
Około dwadzieścia lat temu miałem okazję uczestniczyć w wizycie studyjnej w Karniowie. Prawdopodobnie byłem jednym z pierwszych Polaków, którym zaprezentowano nowe, współczesne plany przedłużenia kolejki wąskotorowej z Osoblahy do Racławic Śląskich. Dla wielu osób był to wtedy projekt niemal futurystyczny. Pomysł wydawał się odważny, trudny i bardzo kosztowny, ale Czesi już wtedy patrzyli na niego niezwykle poważnie.
Później zaczęto organizować pikniki kolejowe w Racławicach Śląskich. Idea połączenia kolejowego zaczęła przebijać się do świadomości mieszkańców po polskiej stronie granicy. Tematem zainteresowały się media. O projekcie zrobiło się głośno. Przez pewien czas mogło się wydawać, że wszystko ucichło i że pomysł umrze jak wiele innych ambitnych planów dotyczących kolei na pograniczu.
Ale tak się nie stało.
Dzisiaj projekt jest bliższy realizacji niż kiedykolwiek wcześniej.
I co najważniejsze - po raz pierwszy od dziesięcioleci pojawiły się realne warunki techniczne umożliwiające jego realizację.


Wszystko dzięki rewitalizacji linii kolejowej 294 Racławice Śląskie-Głubczyce. W rejonie Ściborzyc Małych linia ta przebiega bardzo blisko granicy państwowej, natomiast stacja Osoblaha znajduje się zaledwie około 250 metrów od granicznego rowu. To odległość wręcz symboliczna. Brakuje dosłownie krótkiego odcinka nowego toru, aby połączyć oba systemy kolejowe.
Na odcinku Osoblaha-Ściborzyce Małe należałoby wybudować nowy tor wąskotorowy. Następnie od Ściborzyc do Racławic Śląskich kolejka mogłaby biec śladem istniejącej linii normalnotorowej jako tzw. trzecia szyna. Oznacza to, że na jednym torowisku mogłyby funkcjonować jednocześnie dwa rozstawy torów - normalny oraz wąski. Takie rozwiązania istnieją od dziesięcioleci i są stosowane w wielu miejscach Europy oraz Polski.
Oczywiście już teraz pojawią się kolejne głosy mówiące:
To niemożliwe.
Nie ma odpowiednich podkładów.
Nie da się tego technicznie zrobić.
Problem polega na tym, że strona czeska dawno przestała zastanawiać się, czy coś się da, a zaczęła szukać konkretnych rozwiązań.
Czesi posiadają już wstępny plan przebiegu nowego odcinka torów. Istnieją koncepcje nowych przystanków i stacji. Temat wykupu gruntów został wpisany do oficjalnych dokumentów i rejestrów planistycznych. Powstały także pierwsze założenia finansowania projektu (czyli jest to dużo dalej zaawansowane jakchoćby plan budowy nowych torów na podsudeckiej Głuchołazy-Prudnik).
Co więcej - strona czeska znalazła nawet producenta specjalnych podkładów umożliwiających zastosowanie trzeciej szyny. Informacje o tym rozwiązaniu zostały przekazane polskim urzędnikom, politykom, a nawet ważnym osobom związanym z PKP. To pokazuje skalę zaawansowania projektu po drugiej stronie granicy.

Przede wszystkim z Unii Europejskiej.
I tutaj projekt ma gigantyczną przewagę nad wieloma innymi inwestycjami. Mówimy o przedsięwzięciu transgranicznym, obejmującym aż dwa euroregiony - Pradziad oraz Silesia. Projekt dotyczy polskich i czeskich gmin, powiatów, województwa opolskiego oraz czeskich odpowiedników samorządowych. To ogromna sieć instytucji, samorządów i środowisk, które potencjalnie mogą wspólnie walczyć o finansowanie.
I co najważniejsze - znam wielu ludzi zaangażowanych po polskiej stronie w rozwój regionu. Burmistrzów, radnych, samorządowców, działaczy, osoby związane z koleją i turystyką. Wśród nich naprawdę są ludzie posiadający wiedzę, doświadczenie i możliwości, aby taki projekt doprowadzić do końca.
Dlatego właśnie uważam, że to może być moment historyczny.
Bo jeśli nie teraz, to kiedy?
Jeżeli dziś, w czasach ogromnych funduszy europejskich, mody na kolej, rozwoju turystyki industrialnej oraz współpracy transgranicznej nie uda się zrealizować takiego projektu, to druga podobna szansa może już nigdy się nie pojawić.
A przecież byłaby to sprawa ogromna.
Wyobraźmy sobie historyczny pociąg wąskotorowy przyjeżdżający do Racławic Śląskich. Wyobraźmy sobie tysiące turystów odwiedzających pogranicze. Wyobraźmy sobie region, który przez dekady kojarzył się z likwidacją kolei, nagle stający się symbolem jej odrodzenia.
To projekt, który wręcz książkowo wpisuje się w ideę zjednoczonej Europy.
Co ciekawe, wspólnie ze stroną czeską próbowaliśmy znaleźć podobną atrakcję gdziekolwiek na świecie. Udało się odnaleźć jedynie pojedynczą kolejkę wąskotorową gdzieś w Azji, przekraczającą granicę państwową, wykorzystywaną głównie do transportu drewna. Nie znaleźliśmy jednak porównywalnej atrakcji turystycznej przewożącej pasażerów między dwoma państwami.
A trzeba pamiętać, że już dziś sama czeska kolejka wąskotorowa licząca około 20 kilometrów długości odnosi gigantyczny sukces. Trasa prowadząca przez malownicze tereny pogranicza posiada aż 102 łuki i przyciąga tak wielu turystów, że możliwości przewozowe lokomotyw zaczynają być niewystarczające.
To pokazuje skalę potencjału.
Połączenie kolejki z Polską mogłoby wywołać efekt marketingowy o gigantycznym znaczeniu. Powstałaby unikalna pętla kolejowa pozwalająca objechać całe pogranicze: Nysa - Głuchołazy - Karniów - Třemešná - Osoblaha - Racławice Śląskie - Prudnik - Nysa.

Racławice Śląskie mogłyby stać się centrum kolei turystycznej pogranicza. I co ważne - ten potencjał już tam istnieje. Na stacji organizowano dawniej pikniki kolejowe. Są budynki możliwe do zagospodarowania. Istnieje makieta kolejowa. Są eksponaty, historia, klimat i przede wszystkim ogromna pasja ludzi, którzy od lat walczą o pamięć kolei na pograniczu.
Możliwości są naprawdę ogromne.
Pozostaje tylko jedno pytanie: czy tym razem znajdzie się wystarczająco dużo odwagi, determinacji i wiary, aby tę historyczną szansę wykorzystać?
Cenisz wartościowe, rzetelne i tworzone z pasją materiały o kolei oraz historii pogranicza? Zostań moim patronem i wspieraj rozwój niezależnego dziennikarstwa lokalnego. Tutaj liczą się fakty, sprawdzone informacje i tematy, o których inni często boją się mówić. Bez politycznego nadzoru, bez sponsorowanych treści i bez pisania pod czyjeś interesy. Często szybciej niż inni pokazujemy to, co naprawdę dzieje się wokół kolei.
A skoro dotarłeś aż do tego miejsca, to mała informacja na koniec. Wszystko wskazuje na to, że w ramach oszczędności z projektu Kolej+ Racławice Śląskie-Racibórz może zniknąć elektryfikacja linii. Ale to temat na osobny, bardzo mocny artykuł.
Rzadko się zdarza, aby wynik konsultacji, rozmów, telefonów i spotkań kończył się pełnym zadowoleniem wszystkich stron. W realnym świecie ktoś zwykle ustępuje, ktoś traci, ktoś wychodzi z poczuciem niedosytu.
Na początku warto w skrócie przypomnieć, jak wyglądała sytuacja organizacji przewozów kolejowych w Polsce po 2000 roku. W wyniku głębokiej restrukturyzacji Polskich Kolei Państwowych (PKP), dotychczasowy gigant został podzielony na mniejsze spółki. Powstały m.in.: PKP Cargo - odpowiedzialne za transport towarowy, PKP Intercity - obsługujące połączenia dalekobieżne, PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) - zarządzające infrastrukturą kolejową, Przewozy Regionalne - odpowiedzialne za transport pasażerski w regionach.
Sądzę, że to najważniejszy mój komentarz polityczno-sytuacyjny ostatnich miesięcy. Do jego napisania skłoniła mnie lektura tekstu, który linkuję w komentarzu.
W ubiegłym tygodniu PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., podpisały umowę na opracowanie dokumentacji projektowej dla rewitalizacji ponad 50 km linii kolejowych nr 177 i 294 (trasa Racibórz-Głubczyce-Racławice Śląskie).
Linia kolejowa uchroniła się całkowicie od zniszczeń wojennych w przeciwieństwie między innym do linii Kędzierzyn-Racławice-Prudnik-Nysa, gdzie wysadzone były w niektórych miejscach tory. Wspomniane są tylko amerykańskie bombowce, które w marcu 1945 roku ostrzelały jeden z ostatnich pociągów relacji Racibórz-Racławice.
Odbudowa linii kolejowej łączącej Głubczyce z Racławicami Śląskimi jest częścią jedynego projektu w województwie opolskim, który ma cień szansy na realizację w ramach Rządowego Programu Kolej+. Ostatni pociąg pasażerski tym traktem kursował w kwietniu 2000 roku, czyli prawie 23 lata temu. Przypomnijmy historię tego traktu.