Pociągi na odcinek Nysa-Kamieniec muszą wrócić. Dziś, aby dojechać pociągiem przykładowo z Prudnika do Świdnicy robi się 200stu kilometrowe koło.

  • Autor: Stanisław Stadnicki
  • Data publikacji: 17.09.2009 r.
  • Czas czytania: ok. 3 minuty

W chwili obecnej nie możliwe jest przejechanie odcinka Nysa-Kamieniec Ząbkowicki żadnym pociągiem. To jedyny stykowy odcinek międzywojewódzki województwa opolskiego, gdzie nie ma regularnych przewozów pasażerskich. Postanowiłem sprawdzić jak obecnie można dostać się koleją z Prudnika przykładowo do Świdnicy, czy z Legnicy do Nysy. Jeszcze kilka lat temu podróż taka nie wymagała przesiadek i trwała często niewiele ponad godzinę, a dziś? Jednym słowem koszmar i aż trudno uwierzyć, że to co napisane jest poniżej to prawda.

Fikcyjny Pan Kowalski, mieszkaniec Prudnika chciałby odwiedzić rodzinę w Świdnicy. Chciałby znaleźć się tam rano, ale okazuje się, że jak wyjedzie z Prudnika o godzinie 5 rano to do Świdnicy dojedzie o godzinie 13, przesiadając się trzy razy i korzystając z usług trzech przewoźników kolejowych. Będzie musiał jechać do Kędzierzyna (cofać się) pociągiem o godzinie 4:54, gdzie po 50 minutach oczekiwania będzie mógł przesiąść się na pociąg pośpieszny jadący do Wrocławia.

Po dotarciu do stolicy województwa dolnośląskiego będzie miał godzinę czasu na zwiedzenie miasta, ponieważ dopiero o godzinie 9:35 jedzie pociąg osobowy do Kamieńca Ząbkowickiego. Po przejechaniu koła mającego 250 kilometrów i godzinnym oczekiwaniu w Kamieńcu wsiądzie do pociągu jadącego do Świdnicy. Uff uda się, tylko kto zdecyduje się na taką podróż? Kiedyś dziennie nawet 8 pociągów gwarantowało dojazd Panu Kowalskiemu bezpośrednio z Prudnika do Świdnicy, a dziś na kolej nie ma co liczyć.